Bródnowski shot bar pod chmurką, czyli problem picia alkoholu w plenerze

Przy ulicy Suwalskiej 11, pośród charakterystycznej dla Bródna czteropiętrowej zabudowy, wśród administracyjnie pielęgnowanej zieleni, pośród zasłupkowanych na biało – czerwono alejek, odnajdziemy niepozorny pawilon handlowy.

W niewielkim, dwupiętrowym budynku znajduje się Biblioteka dla Dzieci i Młodzieży nr 40, Wypożyczalnia dla Dorosłych i Młodzieży nr 72, Dzienny Oddział Psychiatryczny Szpitala Bródnowskiego, salon fryzjerski oraz sklep spożywczy.

Cały kompleks usytuowany jest w pobliżu VIII Ogrodu Jordanowskiego oraz Gimnazjum nr 144 im. Szarych Szeregów. Pawilon nie zachęca swą bryłą, aczkolwiek jego wygląd rekompensują nam znajdujące się na pierwszym piętrze dobrze wyposażone biblioteki, tani fryzjer czy też mieszczący się na parterze sklep spożywczy o wdzięcznej nazwie „Malinka”.

Gdzie zatem leży problem, jeśli wszystko na pierwszy rzut oka świeci przykładem osiedlowej kultury? Niestety, na tej swojskiej pocztówce zobaczymy nie tylko dobrze prosperujący pawilon handlowy. Nie musimy się zbytnio wysilać, by dostrzec na niej również zwolenników picia w plenerze. I żeby było jasne, nie mówimy o piciu herbaty o 17:00, ale o całodziennym celebrowaniu życia w klimacie choroby alkoholowej.

Od dłuższego czasu mieszkańcy Bródna doświadczają tego obrazka, który być może niektórym kojarzy się z lokalnym folklorem, stanowiącym radosny koloryt dzielnicy. Jednak przywiedziona pewnymi wątpliwościami, postanowiłam porozmawiać z ludźmi, którzy na co dzień chociaż raz mijają shot bar pod chmurką i mogą nam coś o nim powiedzieć.

„Ci ludzie stoją tam od rana do późnych godzin nocnych, zwykłe pijaki, piją, krzyczą, ale nie są agresywni wobec przechodniów” informuje mnie starsza pani.

„Starsi panowie spod sklepu psują wizerunek osiedla, ale są niegroźni, najgorsi są młodzi, bo krzyczą, przeklinają(…). Im dłuższe i cieplejsze dni, tym dłuższe posiadówy, ale też częstsze interwencje straży miejskiej” mówi młoda matka.

„Oczywiście, że nie podoba mi się ich obecność. Moja córka ze strachu nie chce chodzić sama do biblioteki, bo musi ominąć to całe towarzystwo” dodaje inna.

Kim są weseli bawidamkowie spod sklepu? Ponieważ to wieloletni mieszkańcy Bródna, mają prawo czuć się jak u siebie, jednak zapomnieli chyba o tym, że wspólną przestrzeń dzielą z innymi. Ta niepozorna grupka zniszczonych od alkoholu ludzi zmusza mieszkańców Bródna do tolerowania przekleństw, do uznania za normę wymiotowania na chodnik, przewracania się czy zataczania. Często radosne towarzystwo załatwia własne potrzeby fizjologiczne w bramie lub w okolicznych krzakach. Na wiosnę i w lato mieszkańcy muszą wysłuchiwać wielogodzinnych, przepełnionych wulgaryzmami pijackich dysput. Czy to bywa zabawne? Bywa, gdy ktoś lubi tani podryw, który ma na celu wyłudzenie kilku groszy, bo zabrakło na nektar bogów, jednakże dowcip powtarzany codziennie co 5 minut przestanie bawić nawet największego wesołka.

Interwencje straży miejskiej kończą się zmianą lokalizacji, spod pawilonu towarzystwo przemieszcza się pod ogrodzenie Ogrodu Jordanowskiego.

Jedna z mieszkanek Bródna zasugerowała, by zwiększyć częstotliwość patroli na osiedlu. Czy to dobry pomysł? Zakładając, że celem ma być rozproszenie wulgarnej grupy, a nie wlepianie mandatów za parkowanie wśród słupkowego labiryntu, pewnie ma to sens. Jak jednak przekonać zbierających się, że wino smakuje lepiej w domowym zaciszu lub w pubie?

Problem picia pod sklepem na Bródnie to jedynie wycinek szerszej problematyki z zakresu uzależnienia od alkoholu. Ponieważ jednak nie jesteśmy w stanie podejmować decyzji za ludzi uzależnionych, możemy jedynie zadbać o komfort własnych dzieci, które bez strachu i obrzydzenia powinny poruszać się po własnym osiedlu. Nauczenie postawy, w której bez hipokryzji będziemy mówić o alkoholizmie, jako poważnej chorobie, jest istotnym elementem profilaktyki wszelkich uzależnień.

Joanna Karczmarczyk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *