Jaki tupecik na miejskie zakola?

Większość z nas uważa, że zieleń stanowi jeden z istotniejszych elementów miejskiej przestrzeni. W Budżecie Partycypacyjnym zgłaszane są co roku coraz ciekawsze pomysły na zielone zagospodarowanie betonowej dżungli. Chętnie odpoczywamy wśród pachnących kwiatów, protestujemy podczas wycinki drzew, podziwiamy japońskie ogrody na wiosnę, ale na najbliższym podwórku wyznaczamy własną drogę. Najlepiej przez trawnik.

Problem ‘’cofających się’’ trawników wyszedł spod śniegu niczym psie odchody. Nagle okazuje się, że całe połacie zieleni zostały zajeżdżone przez parkujących bądź przejeżdżających kierowców. Internauci przejęci stanem warszawskich skwerów prezentują zdjęcia z własnych podwórek, spod bloków, terenów wokół biur, przychodni. Z miejsc, w których kiedyś rosła trawa, a teraz nie ma nic. Na Bródnie wystarczy przyjrzeć się trawnikom przy ul. Turmonckiej 2, Suwalskiej 36A czy też wzdłuż Kondratowicza. Z tym samym problemem boryka się Targówek Mieszkaniowy przy ul. Handlowej oraz przy ul. Węgrowskiej.

Nie trzeba jechać do Poznania na corocznie odbywającą się tam konferencję poświęconą miejskim terenom zieleni, żeby przekonać się o ogromnej roli, jaką ta pełni w naszym życiu. W zeszłym roku Straż Miejska deklarowała chęć ochrony tychże elementów przestrzeni, funkcjonariusze oficjalnie przestrzegali wjeżdżających na trawę kierowców przez grożącymi im mandatami. Jak to jednak wygląda w praktyce? O opinię poprosiliśmy kierowców i pieszych, mieszkańców Bródna:

— Tak, dają te mandaty, ale ludzi to nie rusza. Parkują, bo nie mają wyjścia (…) — stwierdza młody mężczyzna.

— Kierowcy wjeżdżają na trawniki, bo narzekają na brak miejsc parkingowych. Często też nie mogą wjechać na wolne miejsce, bo wszędzie są te słupki. Kto to wymyśla, to ja nie wiem?! — mówi nam oburzony starszy pan.

— Ja jestem przeciwna parkowaniu gdzie popadnie. Od tego są parkingi. Niektórzy to nie patrzą, pod okna ludziom wjeżdżają! — denerwuje się młoda matka.

— Jestem kierowcą od 20 lat i niestety, zdarza mi się parkować na trawniku. Czasami się musi (…) — przyznaje mieszkaniec Bródna.

Czy musimy parkować na trawnikach? A może nie jest to konieczne, tylko staliśmy się wygodni? Niezadowoleni z infrastruktury, skracamy sobie drogę, jeździmy własną, zieloną, świeżo utartą. Efektem są miejskie zakola. Ładne?

Joanna Karczmarczyk.

 

 

Joanka Karczmarczyk

Tekściara, mama, mieszkanka Targówka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.