Jeże bez domu, przyjaciele z Osir-u i co komu, a komu nie, czyli o względności zasad Budżetu Partycypacyjnego [LIST OD CZYTELNIKA]

Dziś zapraszamy Was do lektury listu naszego Czytelnika – Pana Roberta Golińskiego, który postanowił podzielić się swoimi spostrzeżeniami dotyczącymi względności zasad Budżetu Partycypacyjnego. Przeczytacie m.in. o absurdach w weryfikacji zgłaszanych projektów, o niesprawiedliwych decyzjach urzędniczych oraz o poważnych naruszeniach zasad uczciwego procesu, jakim w założeniu jest Budżet Partycypacyjny.

Jeże, podobnie jak w całej Warszawie mieszkają również na Targówku, gdzie dotychczas miały sporo niezagospodarowanej, zielonej przestrzeni do życia. Jednak życie jeża to nie bajka, trzeba chować się przed psami, kotami czy małymi ludzikami, które jeża bardzo straszą, a do tego żywot jeża często gwałtownie kończy się pod kołami samochodów. Ciągła rozbudowa dzielnicy, szczególnie w perspektywie nadciągającej inwestycji metra nie ułatwia życia jeżom.

Ale to tylko jeże, których jest w sumie sporo, więc i jeżowe problemy są raczej błahe… do momentu, kiedy trafimy na przejechanego jeża, albo poparzonego po wypalaniu jakiegoś trawnika.

Mimo, że jeże nie są najmądrzejsze i przed każdym niebezpieczeństwem zwijają się w kłębek, wystawiając kolce, bo liczą, że to obroni je przed samochodem, to zwierzęta te są strasznymi żarłokami i kiedy przebudzą się po śnie zimowym potrafi włomotać 150g larw komarów!

W zeszłym roku wybrano do realizacji 7 projektów Budżetu Partycypacyjnego w Warszawie, które zakładały tworzenie ostoi i domków dla jeży, dlatego też postanowiłem w tym roku złożyć taki projekt na Targówku. W sumie tylko po to, by mieszkańcy zwracali większą uwagę na te małe stworzonka. Jakie było moje zdziwienie, kiedy projekt zweryfikowano negatywnie, bo ochrona dzikich zwierząt nie mieści się w zadaniach Warszawy, które przekazano do realizacji dzielnicom.

Jak to więc możliwe, że w zeszłym roku te i podobne projekty dotyczące budek dla ptaków, ostoi owadów i pszczelich pasiek uzyskały pozytywne oceny i w dużej części są teraz realizowane?

Wszystko przez prostą zmianę argumentacji celu projektu, iż „zakłada on edukację mieszkańców w zakresie egzystowania jeża, pszczoły czy wróbla w miejskim ekosystemie”.

I takim sposobem, jeśli urzędnik łaskawy, może przepchnąć dowolny projekt przez Budżet Partycypacyjny. Niestety, na Targówku urzędnicy nie są tak łaskawi. Nie wiem, czy to w stosunku do mojej osoby czy w stosunku do jeży. Ta błaha z pozoru sprawa jeży z Targówka wywlekła na wierzch poważną nieprawidłowość w funkcjonowaniu Budżetu Partycypacyjnego.

Może w trosce o jeże da się zrobić jeszcze raz taki wyjątek, bo skoro innym wolno, to czemu naszym jeżom nie?

              A skoro jesteśmy przy tym, że innym wolno, a nam, na Targówku nie, to jest jeszcze jeden ciekawy przypadek.

Większość mieszkańców naszej dzielnicy ma samochód. Wszyscy cierpimy na korki, brak miejsc parkingowych, ceny paliwa i koszty utrzymania samochodu. Wielu fanów motoryzacji lubi czasem zajrzeć pod maskę swojego auta, a będąc jednym z nich pomyślałem sobie, że może mogło by powstać miejsce, gdzie było by to łatwiej zrobić. I tak zrodził się projekt najazdu inspekcyjnego dla samochodów, bo pod maskę zajrzeć łatwo, ale obejrzeć podwozie już trudniej. Pomysł szybko podchwyciło wielu wielbicieli w mediach społecznościowych i rozwijano wielkie koncepcje profesjonalnej, darmowej stacji naprawczej. Niestety, trzeba było te zapały ostudzić, bo żeby projekt powstał, musi spełniać wiele przepisów, między innymi te o ochronie środowiska. Szybko pojawiły się sugestie, że mało kto odważyłby się rozkręcać samochód, nie mając dostępu do energii elektrycznej. By jednak zapewnić, że nie wpadnie nikomu, by jednak zmienić olej, można najazd bardzo obniżyć, tak by zajrzeć się dało, ale już grzebać – nie bardzo. A poza tym, jaki jest sens zmieniać samemu olej w samochodzie, jak jego zmiana jest przeważnie w cenie oleju w większości warsztatów.

Pojawiły się też pomysły, że taki najazd to świetna sprawa do oglądania samochodu podczas zakupu. Wizyta w wydziale komunikacji naszej dzielnicy pozwala odnieść wrażenie, że handel pojazdami to nasz sport dzielnicowy. Bezproblemowe zajrzenie więc pod spód oferowanego auta może nam pozwolić uchronić się przed wpadnięciem w poważne tarapaty finansowe. Ktoś dorzucił, że to super sprawa, bo jak się na wakacje jedzie z całą familią na Chorwację czy inne Kaszuby, to zawsze warto zwrócić uwagę, czy nic nie jest pourywane pod spodem, żeby potem zaskoczenia po drodze nie było.

Złożyłem więc projekt najazdu dodatkowo zmotywowany faktem, iż w zeszłym roku podobny projekt, co prawda nie zdobył odpowiedniej ilości głosów, ale uzyskał przynajmniej pozytywną weryfikację.

No i znowu zaskoczenie, u nas nie można! Choć na Ursynowie projekt nie był tak szczegółowy, to mógłby być realizowany. Na Targówku projekt nie spełnia praktycznie każdego wymagania.

Niestety, choć udało mi się uargumentować, iż mój pomysł spełnia wszystkie wymagania, przedstawiono mi opinie, które nie wskazują jednoznacznie, że nie wolno i nie odnoszą się do moich argumentów, w których wykazałem, że według wszelkich znaków na niebie i ziemi, powinniśmy móc bezproblemowo i za darmo zaglądać pod spódniczki naszych samochodów.

Targówek jest jednak zawsze inny. Cóż, odwołanie w toku.

              Złożyłem też odwołanie do innego mojego projektu. Dwa lata temu złożyłem do Budżetu Partycypacyjnego projekt wybiegu dla psów przy górce na Ogińskiego. Wtedy projekt ten nie zdobył wystarczającej liczby głosów mieszkańców. W tym roku stwierdziłem: „A co mi tam, próbuję jeszcze raz”. Po małej przepychance z urzędniczką weryfikującą projekt, nota bene tą samą, która weryfikowała go dwa lata wcześniej, uaktualniłem kosztorys projektu i w praktycznie takiej samej formie jak poprzednio oczekiwałem na szczegółową weryfikację.

I znowu wielkie zdziwienie, bo ta sama urzędniczka, która dwa lata wcześniej puściała projekt bez uwag teraz stwierdziła, że… uwaga… wybieg leży niedaleko prywatnej działki i może utrudniać właścicielowi korzystanie z niej oraz niedaleko jest rezerwa terenowa na rozbudowę szkoły, i wybiegu zrobić się nie da. Dosyć to dziwna argumentacja, bo nie ma przepisów mówiących, że jak coś leży niedaleko (8 metrów od prywatnej działki, 4 metry o rezerwy na rozbudowę szkoły), to nie wolno nic tam robić. Dodatkowo urzędniczka stwierdziła, że w ciągu jednego roku budżetowego nie jest w stanie uzyskać zgody na przyłącze elektryczne i postawić jednej latarni. Chyba tylko na Targówku mamy takie terminy.

Napisałem więc odwołanie znowu z pytaniem, dlaczego kiedyś było można, a teraz nie można.

              Jest jeszcze kilka ciekawych obserwacji dotyczących partycypowania mieszkańców w działaniach miasta. Jedno z nich, o którym chciałbym napisać… dotyczy urzędników z Targówka.

W obecnej edycji Budżetu Partycypacyjnego złożono projekt dla Ośrodka Sportu I Rekreacji Targówek, popularnego „Poloneza”, by utworzyć na jego terenie nowe miejsca parkingowe. Choć zwykle weryfikatorzy domagają się, by projekt był bardzo szczegółowy, żądając czasem od projektodawców planów geodezyjnych, w tym przypadku nie wiadomo nawet, ile tych miejsc miałoby być, może 40, może 60. Dziwić może trochę, że złożył go pracujący w tymże OSiR-ze Pan Adrian, który z resztą w latach ubiegłych weryfikował projekty zahaczające o OSiR na Targówku.

Dlaczego najdroższy projekt na Targówku, za ponad 1000000,00 zł został tak lekko potraktowany? Ponieważ weryfikował projekt kolega z pracy Pana Adriana, Pan Piotr Bojczew do spółki z Dyrektorem OSiR-u, Panem Jackiem Pużakiem. W sumie mogło być tak: – Adrian złóż ten projekt, Piotrek Ci go klepnie. –

Mieszkańcy Targówka jednak nie śpią i szybko zwrócili uwagę na to, czym jest dokładnie projekt z taką kupę forsy. Dopatrzyli się, że z tą ogólnodostępnością to nie do końca będzie tak łatwo, bo parking będzie objęty systemem kontroli dostępu, zupełnie inaczej niż dotychczasowe miejsca postojowe na Polonezie. Zaskoczyło to też tym bardziej, że sam OSiR jest jednostką dochodową dzielnicy. Do podobnych wniosków doszedł również Dzielnicowy Zespół ds. Budżetu Partycypacyjnego, kiedy omawiał weryfikację tego projektu, ale w jego obronie stanął wiceburmistrz, Paweł Michalec, argumentując, że po godzinach pracy parking otworzy się mieszkańcom, że wszyscy będą mogli korzystać, że wszystko będzie fajnie, choć nic z tych deklaracji nie znalazło się potem formalnie w projekcie. Skąd ta pomoc? Wiceburmistrz Michalec przed objęciem urzędu był dyrektorem niczego innego, jak właśnie OSiR-u Targówek. Więc do dialogu można by dodać:  –Złóżcie projekt, Paweł go w razie czego przepchnie. –

Można by przyznać, że to śmieszne, ale przeprowadzając małe dochodzenie, można znaleźć jeszcze jeden kwiatek. Otóż dwa lata temu Pan Adrian złożył do Budżetu Partycypacyjnego projekt oświetlenia i monitoringu boiska przy ul. Blokowej, ale prawdziwie zabawnie robi się, kiedy sprawdzimy, że sam sobie ten projekt pozytywnie zweryfikował, pod czujnym okiem swojego przełożonego Jacka Pużaka!

Z tego samego konta, którym posługuje się Pan Adrian w systemie ESOG, w którym rejestruje się projektu Budżetu Partycypacyjnego w zeszłym roku złożono projektu szatni rodzinnych i taniego pływania na „Polonezie”, ale już jako autor podpisał się ktoś inny, Pan Sławomir, prezes UKS Pirania. I tu z pomocą również pojawił się Pan Adrian i projekt zweryfikował pozytywnie. Jak dobrze mieć takiego znajomego!

Takie to urzędnicze budżetowanie w OSiR Targówek.

Podobnie zresztą sprawa wygląda z bibliotekami na Targówku. Wieloletnią tradycją jest już projekt zakupu nowości wydawniczych zgłaszany a to przez kierowników poszczególnych bibliotek czy ostatnio, przez panią Katarzynę, animator kultury w bibliotekach na Targówku, a weryfikowany, zawsze pozytywnie, przez Panią Agnieszkę, Kierownika Działu Administracji Biblioteki Publicznej w Dzielnicy Targówek do spółki z Panią Danutą Jankowską, Dyrektorem Bibliotek na Targówku. Biblioteki też więc same składają sobie projekty i same je sobie weryfikują, i nikt nie widzi w tym problemu, a każda zgłoszona uwaga jest traktowana jak atak teutońskich hord na kulturę i czytelnictwo ciemiężone w naszym kraju. Fajnie jest znać kogoś z biblioteki.

A to tylko zmagania z tegorocznej edycji Budżetu Partycypacyjnego na Targówku, a ile tu działo się w latach ubiegłych, to już legendy.

Robert Goliński

 

Joanka Karczmarczyk

Tekściara, mama, mieszkanka Targówka

3 komentarzy o “Jeże bez domu, przyjaciele z Osir-u i co komu, a komu nie, czyli o względności zasad Budżetu Partycypacyjnego [LIST OD CZYTELNIKA]

  • 10 maja 2018 at 10:15
    Permalink

    Założenia budżetu teoretycznie są bardzo dobre. Niestety wykonanie z roku na rok coraz słabsze składa się na to wiele czynników. Coraz więcej zasad i wymagań.

    Reply
  • 10 maja 2018 at 11:06
    Permalink

    Kiedyś składałem nawet jakis projekt ale strasznie dużo przy tym pracy jest. Nawet nie wiedziałem, że tak to wygląda od środka 🙁

    Reply
  • 10 maja 2018 at 11:11
    Permalink

    Rozumiem, że wiceburmistrz Michalec chce pomóc OSiR ale jednak powinien to robić zgodnie z prawem 😉

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.