Królowa życia, królowa serc. Wspomnienie o Ziutce Król [List od Czytelniczki]

Dziś publikujemy wzruszające wspomnienie o mieszkance Targówka, która swoją otwartością, poczuciem humoru i ogromnym sercem zdobyła sympatię wielu z nas. Poznajcie Ziutkę Król – zwykłą-niezwykłą cichą bohaterkę.

Poniżej prezentujemy list, który przysłała do naszej redakcji Pani Beata Kiecana, mająca to szczęście, że Ziutkę Król poznała osobiście. Zachęcamy do lektury.

„Wspomnienie o Ziutce Król

25 czerwca odeszła od nas kobieta nieprzeciętna – Józefa Król. Stara szkoła uczciwości, lojalności i bezinteresownej dobroci. Nie musimy się modlić o to, by poszła do nieba, ponieważ trafiła tam na pewno. Wielokrotnie powtarzałam jej, że Bóg weźmie ją do nieba z butami nawet, tak, jak stoi. Śmiała się. Nie myślałyśmy, że to będzie tak szybko.

Była dobrym człowiekiem, była królową dobroci. Żyła dla innych, niosła pomoc zawsze i każdemu, w ogóle nie myślała o sobie. Cieszyła się cudzym szczęściem i martwiła problemami.

Kiedy przeprowadzałam się do Warszawy, bałam się, że panuje tu znieczulica i w ogólnym pędzie nikt nie zwraca uwagi na innych. Ale pewnego dnia wsiadłam z moją dwuletnią wówczas córką do autobusu 517 i spotkałyśmy tam Ziutkę i jej męża, siedzieli za nami. Mela odwróciła się i zanim zdążyłam się zorientować, towarzystwo było w sobie zakochane. Następnego dnia jadłyśmy już u nich obiad. Konrad Król został nazwany Dziadkiem, Ziutka Ciocią Ziutką, a mały pokój Pokojem Meli („Czyj to pokój, dziadku? Niczyj. – To będzie mój). W salonie w ramce ustawiony został portret Meli. Nie opuścili żadnego Dnia Babci i Dziadka w przedszkolu, żadnych urodzin tego dziecka. Dodatkowo ja i Dziadek Król mamy urodziny tego samego dnia, raz urządziliśmy przyjęcie już o 8 rano. Z biegiem czasu Ciocia Ziutka odbierała Melę ze szkoły, kiedy ja nie mogłam, gotowała pomidorówkę, którą potem lała do słoików i targało się te słoiki z zupą z Targówka na Bielany razem z ugotowanym już nawet makaronem w osobnym pojemniku („Nie chcę żebyś miała w domu problem z gotowaniem makaronu”– mówiła).

Dzwonić można było zawsze po pomoc i nawet kiedy mówiła, że pomóc nie może, to za 5 minut dzwoniła, że pomoże. Nie umiała inaczej. Rzucała wszystko i pomagała. Nie tylko mnie. Wciąż była w biegu – a to jechała zrobić siostrze zakupy, a to odwiedzić czyjąś ciotkę w domu opieki, a to pilnowała dziecka sąsiadce. Obok zdjęcia Meli pojawiło się zdjęcie kolejnej dziewczynki. Ziutka miała pojemne serce. Kto wie, ile zdjęć by tam jeszcze dostawiła, gdyby Bóg nie zabrał jej do siebie?

„Już robię smak” – mówiła, kiedy dzwoniłam, że będziemy za godzinę. „Smak na pomidorową gotowy”. Co to jest ten „smak”? Może to jakiś ekstrakt z jej dobrego serca? Nigdy takiej zupy o takim smaku nie zdołałam zrobić. („Mamo, cokolwiek byś nie zrobiła, to będzie tylko i wyłącznie podróbka” – mawia Mela).

Miłość, którą okazywali sobie Ci ludzie, była wzruszająca. (Widziałam np. kartkę przyklejoną na szafce w toalecie z napisem „Kocham Cię, Ziutku”). Można było się załamać, bo to znaczyło, że prawdziwa miłość istnieje, tylko jakoś mnie nie spotyka. A przecież byli ze sobą 40 lat, a ta iskra do końca… nie, nie iskra, tam się palił płomień.

Byli razem cudownie dowcipni. Mówili: „Najniebezpieczniejsze w życiu człowieka jest pierwsze 100 lat – statystycznie najwięcej osób umiera w tym przedziale czasowym” lub „Kupiliśmy sobie mieszkanie i jesteśmy spłukani…Gdzie? Na Cmentarzu Bródnowskim, hahaha” albo „Zmarzliśmy wczoraj na pogrzebie. – To może przestańcie już chodzić na pogrzeby – mówiłam. „Już niedługo przestaniemy, hahaha”.

Chciałam zgłosić ją do konkursu „Zwyczajni niezwyczajni” lub chociaż „Zostań bohaterem we własnym domu”, bo była taką zwykłą/niezwykłą cichą bohaterką. Z uśmiechem na twarzy i sercem na dłoni służyła ludziom. A przecież nie było jej łatwo – miała zawał, udar, raka piersi, tętniaka, złamany obojczyk, chorobę oczu. Nigdy się nie skarżyła. To nazwisko, które nosiła, to nie był przypadek, ona była prawdziwą Królową. Wsiadłam z nią do tego autobusu i jechałyśmy razem przez ponad 8 lat. Ziutka wysiadła właśnie na swoim przystanku. Smutno tak jechać dalej bez niej.

„Co ja robiłam w ogóle w tym autobusie? Przecież my wszędzie jeździmy samochodem”– mówiła.

Beata Kiecana.”

Jeśli i Wy znacie jakąś wyjątkową osobę, związaną w dowolny sposób z naszą dzielnicą, którą chcielibyście przybliżyć Czytelnikom, to serdecznie zachęcamy do pisania do nas.

Joanka Karczmarczyk

Tekściara, mama, mieszkanka Targówka

2 komentarzy o “Królowa życia, królowa serc. Wspomnienie o Ziutce Król [List od Czytelniczki]

  • 4 lipca 2018 at 10:49
    Permalink

    Niech spoczywa w spokoju…

    Reply
  • 5 lipca 2018 at 13:10
    Permalink

    Wspaniała kobieta, dobrze że sa jeszcze takie osoby. Szkoda, że nie ma jej już wśród nas 🙁

    Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.